-Wiktoria ! Wiktoria ! Obudź się ! Proszę !
Niestety na nic. Usłyszałem nagły dzwonek do drzwi. Pobiegłem otworzyć, mając nadzieję, że to Jej mama lub tata. Przed drzwiami zobaczyłem Magdę :
-Hej skarbie, jak ta... Yyy.. Bartek ? Co Ty tu robisz ?
-Ona zemdlała !
-Co ?!
-Chodź szybko, jest u siebie.
Obydwoje wbiegliśmy na górę i próbowaliśmy ją ocucić, lecz bez skutku. Stwierdziliśmy, że najlepiej zadzwonić po karetkę .
Perspektywa Wiktorii :
-Co się dzieję ? Czemu ja tu jestem ?
-Zemdlałaś, ale już jest lepiej, będziesz musiała poleżeć kilka dni w szpitalu. -odpowiedział Bartek
-Jak to ? Nie ! Nie mogę ?! Zabierzcie mnie stąd !
-Nie możemy.
-Proszę ! Zabierzcie mnie stąd ! Proszę ! - krzyczałam, płacząc
-Jesteś osłabiona.
-Nie ! Proszę Was ! Nie zostawiajcie mnie tu ! -nadal płakałam
-Obiecujemy, nie zostawimy. - odpowiedzieli obydwoje
-Dziękuje. -odpowiedziałam
Zobaczyłam, łzy płynące z ich oczu.
Po godzinie przyszedł lekarz.
-Idźcie do domu, na pewno jesteście zmęczeni. -powiedział do Magdy i Bartka
-Nie, doktorze, my tu posiedzimy.
-Ależ, proszę Was, musimy Jej zrobić badania, nie będzie to trwało krótko, będziecie musieli poczekać na korytarzu, więc jak wolicie.
Nie dałam im nic powiedzieć tylko zaczęłam :
-Idźcie, potem przyjdziecie, jak już będzie po badaniach, proszę, odpocznijcie.
-Dobrze skoro tak chcesz. -odpowiedział Bartek
I poszli.
Lekarze mnie uśpili, więc szybko badania mi zleciały.
Po około 2,5 godziny leżałam przytomna na sali. Po niedługim czasie przyszedł Bartek. Długo rozmawialiśmy i śmieliśmy się, jak zawsze. Od razu mnie rozśmieszył. Około 17.30 przyszedł lekarz :
-Mam złe i dobre wieści, od których zacząć?
-Od dobrych. -powiedziałam
-Choroba jeszcze nie rozwinęła się dobrze i są większe szanse na wyleczenie.
-A złe ?
-Masz ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz